niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 4

Prawie zemdlałam na wieść, że ktoś czyhał na moje życie. W każdym razie wcale nie byłam zadowolona z tego, że chcą mnie zabić.
– Ale co ja mam z tym wspólnego? Przecież to była naturalna śmierć... – mamrotałam, szukając sensu w tym, co przed chwilą usłyszałam od przyjaciela.
– Nie sądzę, skoro cię szukają – rzucił Max. – Zapytam dziadka o więcej szczegółów, on jest bardziej obeznany w takich sprawach niż ja.
Przez chwilę wpatrywałam się w niego, szukając odpowiedzi na pytanie, które dręczyło mnie od zawsze. Czy moi rodzice nadal żyli? Nie wiem, skąd ten wniosek, przypuszczam, że z podświadomości. Coś mi podpowiadało, że jednak tak jest, że może Anilam Namalam przetrzymywali moich rodziców.
– Przykro mi, musiałem ci powiedzieć – uciął.
W sumie nie przejmowałam się tym tak nadzwyczajnie. Bardziej bałam się tego, jak moja ciotka zareaguje na to, kiedy Anilam Namalam spełni groźbę. Od razu zaczęłaby panikować –  zgłosiłaby wszystko na policję. Zaśmiałam się w duchu. Przecież kogoś z magicznymi mocami nie da się złapać ot tak. Potrzebna jest osoba, która dorównuje mu w zdolnościach i doświadczeniu. Zwykła policja na niewiele się zda.
– Pomożesz mi? – Popatrzyłam mu w oczy.
Gdybym tylko mogła, napajałabym się tym widokiem, który otaczał nas wokoło, zamiast zajmowała się takimi sprawami.
Max się uśmiechnął i objął mnie w geście pocieszenia.
– A jak myślisz? – Próbował mnie rozweselić, więc zaśmiałam się z nim, żeby myślał, że wszystko jest dobrze.


* * *


Otworzyłam oczy, nie rozumiejąc, gdzie się znajdowałam. Szare ściany przypominały mi coś, ale nie pamiętałam co. Rozejrzałam się. Ciemna komoda, rzucające się w oczy białe biurko, które w ogóle nie pasowało do wystroju pokoju, a na nim położona moja szkolna torba. Byłam w swoim pokoju, ale nadal nie rozumiałam, jak to się stało.
Może Max mnie tutaj, hmm… teleportował?
Nagle drzwi się otworzyły, a zza nich wyłoniła się ciotka z tacą na rękach.
– Widzę że już się obudziłaś – powiedziała, kładąc przygotowany posiłek na stoliku nocnym. – Dobrze się czujesz?
– Co się stało? – zapytałam, przyglądając się ciotce.
– Zasłabłaś w szkole i zemdlałaś. Ale Max pomógł mi i przyprowadził cię do domu – odparła, siadając na brzegu łóżka. – To bardzo dobry chłopak.
Czyli miałam rację, że teleportował się ze mną z powrotem – ale do szkoły. Może źle na to zareagowałam i zemdlałam?
– Nic mi nie jest, naprawdę. – Próbowałam przekonać ją, że wszystko w porządku.
Tak naprawdę chciałam, żeby sobie poszła...
– Nie wyglądasz za dobrze, kochanie – stwierdziła.
– To tylko skutki tego, że zemdlałam. Idę wziąć prysznic – odparłam i  podniosłam się z łóżka.
Ciotka nie stawiała oporu, pokiwała głową i wyszła, zostawiając tacę z jedzeniem. Zauważyłam, że obok  dwóch filiżanek leżała karteczka. Wzięłam ją i przeczytałam:
Zemdlałaś podczas powrotu. Wpadnę do Ciebie i pogadamy. Max
Jego „wpadanie” do mnie polegało na tym, że teleportował się od razu do mojego pokoju, czasem nawet do łazienki, bo niby były „komplikacje”. Ciotce oczywiście mówię, że wchodził oknem – za nim mam schody przeciwpożarowe, więc unikam zbędnych pytań.
Weszłam do łazienki, rozglądając się – zawsze taka sama. Nie wiem dlaczego, ale to moje ulubione miejsce w domu. Zwykle przesiaduję tutaj i myślę o wielu rzeczach, nawet często odrabiam prace domowe na blacie. Tutaj mogę się skupić i przemyśleć różne sprawy.
Rozebrałam się i popatrzyłam w lustro. To, co tam zauważyłam... nigdy bym nie pomyślała, że mam siniaki na brzuchu w tak mocnym kolorze śliwki. Nie czułam żadnego bólu, kiedy się lekko uderzyłam.
Teraz to mało istotne, pomyślę o tym później, bo Max mógł pojawić się w każdej chwili – kto wie, czy nawet nie w łazience. Wzięłam szybką kąpiel i wyszłam z pomieszczenia.
Kiedy wparowałam do pokoju, zobaczyłam Maxa siedzącego na moim łóżku; przyglądał mi się. Sytuacja była dość niezręczna, bo miałam na sobie tylko ręcznik. Mogłabym go posądzić o napastowanie seksualne, bo patrzył się tak intensywnie na tę dość małą szmatkę, jakby chciał, żeby ze mnie spadła.
Orientując się dosyć późno, odwrócił wzrok.
– Przepraszam… – wymamrotał.
Wzięłam szybko przygotowane ubrania na krześle, ciągle śledząc chłopaka, czy nie patrzył kątem oka. Uciekłam z powrotem do łazienki i ubrałam się. Kiedy weszłam do pokoju, Max rozglądał się po pomieszczeniu.
– Wiesz coś więcej? – zapytałam, podając mu jedną z filiżanek z kawą.
Anilam Namalam nie wyjaśniło nam, dlaczego chcą cię zabić, jednak zaproponowało nam pewną ugodę. Wiedzą, że przebywasz ze mną, więc chcą, żebyśmy im cię oddali jako trakt porozumienia. Podsumowując, Anilam Namalam wypowiedziało nam wojnę, jeżeli im cię nie oddamy, zaatakują nasze królestwo – oznajmił.
– Co zamierzacie zrobić? – zapytałam, popijając kawę.
Wiedziałam, że nie pójdą na ugodę i nie oddadzą mnie.
– Musimy przyjąć wyzwanie, dlatego w najbliższym czasie opuścisz ten dom i szkołę.
Pokiwałam głową, dając do zrozumienia, że zgodzę się na wszystko, byleby nie zginąć.
– Dlaczego zemdlałam podczas powrotu z mojej podświadomości?
– No cóż… Każdy inaczej reaguje na takiego typu podróże, a tobie akurat zdarzyło się zemdleć – odparł, rozciągając się sennie i opadając na łóżko.
– Ale... – Próbowałam wspomnieć mu o tych sińcach na brzuchu, jednak nie wiedziałam jak.
Jakby czytając mi w myślach – bo pewnie tak było – Max odpowiedział:
– To też pewnie wskutek całej podróży, zniknie po kilku godzinach.
O nic więcej nie pytałam. Wpatrywałam się w swoje palce trzymające już pustą filiżankę.
– Chciałam przeprosić... – zaczęłam, podziwiając paznokcie.
Chłopak podniósł się z łóżka, patrząc na mnie jak na wariatkę.
– Za co?
– To wszystko przeze mnie... ta cała wojna… To, że musisz się tak trudzić… – mamrotałam.
– Przestań być taka samolubna – uciął, zaciskając usta w wąską linię. – Robię to, bo muszę. Jestem zobowiązany wobec ciebie i mojej krainy.
– Nie mów, że zamierzasz się teraz obijać.
Max się uśmiechnął tajemniczo, nie wiadomo z jakiego powodu, i odparł:
– Nie mam nic do roboty. Odpowiedź o podjęciu wojny jest dopiero szykowana, a mnie wyszkolono, więc nie muszę siedzieć na tych smętnych posiedzeniach. – Opadł znowu na łóżko, wpatrując się w sufit.
– Opowiedz mi o waszym świecie. Kto w nim żyje, jak to się wszystko odbywa... – Położyłam się na pościeli obok Maxa, również wpatrując się w sufit, zamykając oczy i czekając na to, co powie przyjaciel.
– No więc... – zaczął. – W krainie Namalam, bo tak się nazywa, żyją tylko i wyłącznie magicy. Coś pokroju mnie – tłumaczył. – W sumie wszystkich jest nas sto sześćdziesiąt dwie osoby, przy czym dwudziestu się dopiero szkoli. Najciekawsze jest to, że prawie każdy wygląda bardzo młodo. – W moim umyśle pojawiła się nieliczna grupka patrząca na mnie z oddala. – Czemu tak jest? Ponieważ w określonym wieku przechodzimy inicjację Kiera, stajemy się nieśmiertelni i nie starzejemy się – ucichł. – Coś w stylu wampirów, tylko że my nie mamy żądzy krwi i kłów.
Zaśmiałam się z trafnego dowcipu.
– Mój dziadek wygląda na dwanaście lat. Kiedy zwracam się do niego z szacunkiem, brzmi to komicznie, uwierz. – Zaśmiał się. – Jest tylko jedna osoba, która wygląda naprawdę staro. Doliczyła się już pięciuset dwóch lat i jest naszym mentorem, czy może nawet przewodnikiem... Żyjemy tam w zgodzie i harmonii, nigdy się nie kłócąc. No, może oprócz porachunków rodzinnych, ale zawsze wszystko wychodzi śmiesznie, więc nie ma co o tym wspominać.
– A ludzie? Jacy są? – Przerzuciłam się na bok, przyglądając się przyjacielowi.
Spojrzał na mnie z otwartymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć. W końcu uśmiechnął się i zaczął dalej opowiadać:
– Nie ma ani jednej osoby, która byłaby wredna wobec siebie. Oczywiście, to całkiem co innego niż na Ziemi, więc dla ciebie mogę być wredny jak świnia, nie robiąc sobie nic z tego.
– A co z Grace...? – zapytałam; zupełnie o niej zapomniałam.
Nie słyszałam o niej od ostatniej kłótni, więc chętnie posłuchałabym, co u niej nowego.
– Grace, jak to ona, nie przejmuje się niczym i próbuje cię obrobić za twoimi plecami. Ale nie przejmuj się, nikt nie bierze jej na poważnie, odkąd się pokłóciłyście.
Po tych słowach do pokoju wpadł Robert, najlepszy przyjaciel Maxa, cały zdyszany. Od razu zerwaliśmy się na nogi, wyczuwając powagę sytuacji.
– Musimy iść, Frenley cię potrzebuje. To bardzo ważne – wydusił, łapiąc powietrze.
– Kto to jest Frenley? – zapytałam, próbując zatrzymać jeszcze przyjaciół, oczekując na odpowiedź.
Max już szykował się do teleportowania wraz z przyjacielem.
– To mój mentor. Zobaczymy się jutro w szkole, cześć. – I znikł.

Ale co wspólnego miał z tym Robert? I skoro kraina Namalam znajdowała się w innym wymiarze, skąd jego przyjaciel wiedział, że mentor go potrzebował? 

* * *

Dziękuje bardzo Nearyh za zbetowanie tekstu. betowanie.blogspot.com !
Post dodałabym wcześniej, gdyby nie oczekiwanie na poprawienie tekstu. 
Do następnego razu! 
Szaragda. 

6 komentarzy:

  1. Rozdział 5 po 3?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyliło mi się. Już poprawiam. Dzięki.

      Usuń
  2. Coś tu się szykuje z Maxem albo to tylko moja wybujała wyoraźnia.
    Nom, cała ja;D
    ten chłopak ciągle jest dla mnie zagadką. Mam nadzieję, żę wraz z kolejnym rozdziałem uda mi się chociaż by i odrobinę go obczaić xd
    Rozdział naprawdę świetny, przypadł mi do gustu;)
    Czekam na nexta;p

    Pozdrawiam<3
    Maddie

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega *.*
    Nic dodać, nic ująć. Czekam na kolejny rozdział. ;)
    Pozdrawiam i życzę weny, Kate. ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłam tu przez przypadek i jestem z tego powodu mega szczęśliwa. Super rozdział. Czekam na następny.
    Pozdrawiam Ines ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega. Totalnie wpadłam w to opowiadanie :D
    Masz taki ciekawy styl pisania. Taki lekki, no po prostu zajebisty :)
    Strasznie polubiłam Maxa. Nie wiem czemu, może dlatego, że lubię tajemniczych chłopaków? :)
    Tworzysz ciekawy świat, nie pisząc przy tym megadługich części, które się dłużą. Zwykle czytam tylko ff potterowskie, ale tak mi się spodobało, że na pewno będę czytać dalej Twoje opowiadanie :)
    Znalazłam tylko jeden minus - moim zdaniem czcionka jest za mała. Jest dobrze widoczna, ale za mała. Albo to tylko moje wrażenie.
    Tak czy inaczej, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Całuski, A.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli chcesz zreklamować swojego bloga, zapraszam do zakładki SPAM, wszelkie komentarze takiego typu pod postami USUWAM.