wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 5

Jak można się czuć, kiedy inni wpatrują się w ciebie, jakby niczego innego poza tobą nie było? Jakbyś był chodzącym arcydziełem, stworzony do tego, by inni cię podziwiali... Odpowiem, że wcale nie będzie tak przyjemnie, jak by się zdawało. Dzisiejszy dzień w szkole nie okazał  się zbyt przyjemny pod względem tego całego wpatrywania się w moją osobę. Jakby uczniowie i wszyscy wokół myśleli, że zrobiłam coś złego. Ale nie uczyniłam niczego okropnego, przynajmniej tak sądzę...
– Panno Hovercraft? – usłyszałam głos pani profesor. Czyżby nagle straciła ochotę na prowadzenie i tak już nikogo nie interesującej lekcji? Rzadko takie coś się zdarza, co zauważyłam po reakcji uczniów; wyprostowanie się i wpatrywanie się z zaciekawieniem w tablicę. – Czy dobrze się czujesz?
– Tak - rzekłam.
Pani Bunch pokiwała głową i położyła dłonie na biodrach. Nie wyglądała na zadowoloną... Może zauważyła, że nikt nie słucha jej wykładu?
– Clara, idź z nią do łazienki, kobietka coś mnie oszukuje – zwróciła się do niskiej, rudej dziewczyny.
– Ale proszę pani! – krzyknęłam. – Czuję się bardzo dobrze, nie wiem skąd przypuszczenie, że jest inaczej...
Nauczycielka popatrzyła na mnie z politowaniem i wskazała palcem drzwi. Nie chciałam robić problemów, więc wyszłam, a za mną ruda dziewczyna. Przynajmniej nie musiałam siedzieć na tej smętnej lekcji i denerwować się przez wszystkie spojrzenia kierowane w moją stronę.
Dziewczyna podeszła do mnie z uśmiechem.
– Cześć, jestem Clara Appleton, miło mi cię poznać. – Podała rękę w geście przywitania i chwyciła mnie pod ramię, prowadząc w kierunku łazienki. – Chciałam z tobą porozmawiać...
Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem. Dziewczyna była totalnie nieśmiała, przynajmniej z tego, co wiedziałam, a tu tak nagle bez skrępowania chwyciła mnie pod ramię i naturalnie ze mną rozmawiała? Coś tutaj jest nie tak... Te wszystkie spojrzenia, pewna siebie Clara...
– O czym? – zapytałam, nadal wpatrując się w koleżankę ze szkoły.
– Dowiesz się, kiedy dotrzemy na miejsce – odparła, po czym pociągnęła mnie w stronę kantorka sprzątającego.
– Ej! Ale co ty robisz? Gdzie mnie zabierasz? – Próbowałam wyrwać się z jej uścisku. Clara była nadzwyczajnie silna i nie dała mi się uwolnić.
– Nie bój się, to dla twojego bezpieczeństwa.
Zaczynało kręcić mi się w głowie... Zamknęłam oczy, czekając na ruch dziewczyny. Może jest jedną z Anilam Namalam?
– Nie jestem jedną z nich, należę do Namalam. – Uśmiechnęła się.
Czyta mi w myślach. Jak Max... To jedna czarodziejka z krainy mojego przyjaciela. Że wcześniej się nie kapnęłam... Pani profesor nigdy wcześnie się tak nie zachowywała, a co dopiero cała szkoła; Clara zmanipulowała nimi, żeby jakoś wymsknąć się ze szkoły.
– Jesteśmy na miejscu, możesz otworzyć oczy. – Wykonałam jej polecenie i zauważyłam, że jesteśmy w moim pokoju. Rudowłosa usiadła na krześle i rozglądnęła się po pomieszczeniu, zupełnie jak Max.
– Czemu się tutaj teleportowałyśmy? – zapytałam. – I najważniejsze pytanie: po co?
– No cóż... Jesteśmy w trudnej sytuacji, a mnie przydzielono do ochrony ciebie – odparła. – No wiesz... przed tą całą wojną i ludźmi, którzy chcą cię zabić.
Wpatrywałam się w dziewczynę, nadal nic nie rozumiejąc.
– Czy to takie trudne? Musiałyśmy opuścić szkołę, ponieważ wyjeżdżasz do krainy Namalam. Max chyba cię o tym informował. – Spojrzała na mnie, najwyraźniej wkurzona zadawanymi przeze mnie pytaniami. – Spakuj się, za ten czas muszę skopiować twoją osobę, żeby nikt się nie skapnął, że cię nie ma.
Znieruchomiałam. A czy...?
–Nie w sensie, że chcę cię kimś zastąpić a ciebie zabić... Dziewczyno, zastanów się, o czym myślisz – przerwała mi. – Muszę to zrobić, żeby, no... na przykład twoja ciotka nie martwiła się o ciebie. Będziesz nadal chodziła do szkoły, zajmowała się codziennymi obowiązkami... coś w tym stylu. Rozumiesz?
Pokiwałam głową i zaczęłam się pakować.

* * *

Wpatrywałam się w osobę, która wyglądała zupełnie jak ja. Mogłam jej dotknąć, porozmawiać z nią – jakbym obserwowała swoje życie.
– Dobra, wszystko już załatwione? – rzekła dziewczyna. Spojrzałam na całą rozpromienioną Clarę. Nastolatka  trzymała moje torby, zupełnie nie przejmując się ich wagą.
– Tak, możemy się już... teleportować? – Wzruszyłam ramionami i stanęłam obok rudowłosej. Clara chwyciła mnie pod ramię, tak jak wcześniej. Znowu zaczęło kręcić mi się w głowie. Tym razem nie zamknęłam oczu.
Nagle błysnęło mi przed oczami i znalazłyśmy się na miejscu.
Nie wiem, czego oczekiwałam po samym wyglądzie krainy Namalam. Może zwykłego, codziennego miasta? No cóż, zawiodłam się...
Wszystko wyglądało jakby wyjęte z bardzo dawnych czasów. Zamek na wzgórzu, a wokół niego ogromne, porośnięte lasy. Działki, na których budowano kamienice, krótszą ścianą wychodzące na ulice.. Z daleka widać mur obronny, który rozciągał się wokół całego miasteczka. Za nim było ogrom łąk. No i to świeże powietrze!
– Jesteśmy w Namalam – podsumowała Clara i ruszyła w stronę dwóch wielkich drzew. Poszłam za nią, niepewnym krokiem.
Za nimi chowały się dwa białe konie. Na ich widok uśmiechnęłam się szeroko. Podbiegłam do jednego, który wokół oka miał brązową plamę. Clara dosiadła jednego, czekając, aż ja zrobię to samo z drugim, po czym ruszyłyśmy w stronę miasteczka.

* * *

Max miał rację. Wszyscy tutaj wyglądali tak młodo. Niektórzy w moim wieku albo młodsi. Widok, kiedy dwunastoletnia dziewczyna trzyma niemowlaka na rękach i je karmi... Może lepiej nie będę do tego powracać.
Wszyscy mi się przyglądali, zupełnie jak w szkole. Tylko może trochę cieplej, z uśmiechami na twarzach. Machali rękami, sypali w naszym kierunku kwiaty... Czy tak reagują na osobę, która jest przyczyną wywołania wojny?
– Może to wydaje ci się dziwne, ale u nas ludzie są życzliwi – powiedziała rudowłosa. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam dalej, nie zwracając już uwagi na miejscową ludność.

* * *

Weszłyśmy do środka zamku. Z tego, czego się dowiedziałam, twierdza nazywa się Palatio Sensuum, inaczej Pałac Zmysłów, bądź czasem Palatio Margaritis, czyli Pałac Perły. Wyglądała dosyć skromnie jak na główne miejsce w tej krainie. Cała budowa wykonana jest z wapnia. Dość okrągła z jedną, niewidoczną wierzą.    
– Salve! Salve mi blattam!1– rozbrzmiał ciężki, stary głos. Przede mną ukazał się staruszek z długą, białą brodą, odziany w czarną szatę.
– Czy on mówi w naszym języku? – zapytałam Clarę, która stała, a raczej klęczała obok mnie.
– Oczywiście, moja droga – uśmiechnął się staruszek. – Znam wszystkie języki świata, ale łacina to nasza ojczysta mowa. – Machnął ręką i rudowłosa natychmiast się wyprostowała. – Jestem Haroldus Frenley, a ty to pewnie panna Samanta Hovercraft. – Pokiwałam twierdząco głową. – Bardzo miło nam  u siebie gościć  twoją osobę. Pozwolisz, że sam zaprowadzę cię do Principalis Locus?2
– Oczywiście. – Przytaknęłam i ruszyłam za staruszkiem. Clara została w tyle, lecz kiedy się odwróciłam, uśmiechała się do mnie zachęcająco.
Haroldus stanął przed wielkimi drzwiami i zacisnął rękę w pięść, po czym wymamrotał coś pod nosem. Na jego komendę wrota się otworzyły i znaleźliśmy się w pomieszczeniu. Wnętrze było bardzo wysokie, na ścianach znajdowały się ogromne i duże okna w stylu gotyckim. Na podłodze rozciągał się czarny dywan, a na końcu lokum mieścił się szeroki i masywny stół. Przed nim stali Max z Robertem, ubrani w podobną szatę do tej, którą nosił Haroldus, lecz skromniejsząs.
Oto nasza współlokatorka  – oznajmił Frenley.
Tak jest! – odparli naraz.
Staruszek podszedł do Maxa i Roberta, mrucząc coś pod nosem.
Zaopiekujcie się nią i wytłumaczcie jej, o co w tym wszystkim chodzi– oświadczył Haroldus, po czym zniknął z pomieszczenia. Czemu zrozumiałam to, co powiedział? Czyżbym znała łacinę? Nie wydaje mi się możliwe, że te jego mruknięcia to wypowiedziane zaklęcie.
– Max? Czemu rozmawiasz z Haroldusem w języku łacińskim? Przecież on zna nasz język - burknęłam i podeszłam do przyjaciół.
– Z przyzwyczajenia. - chrząknął. Popatrzył na Roberta, a ten pokiwał głową. Nie zrozumiałam, o co im chodzi, oni sami nie chcieli mi powiedzieć, więc nie wnikałam w szczegóły.
Popatrzyłam na mojego drugiego przyjaciela. Chłopak wyglądał dość dziwnie, ale nie to przykuło moją uwagę. Czemu wygląda tak jak Max? Zdawało mi się, że jest człowiekiem.
– Przeszedłem inicjację Kiera. Jestem teraz jednym z nich – mruknął. Teraz przeniosłam spojrzenie na Maxa.
– Czemu mi nie powiedziałeś? Może ja też bym mogła... – dodałam.
– Nie – oznajmił. – Nie mogę dopuścić, byś się tak przeciążyła. To bardzo ważna wojna, a gdybyś walczyła z nami, Anilam Namalam wykradłoby nam cię.
Opuściłam głowę. Zerknęłam na rękę Maxa, była cała posiniaczona.
– Co ci się stało? – jęknęłam.
– Nic, to mało ważne – odparł. – Chcieliśmy ci powiedzieć, jak by wyglądał twój pobyt u nas. – Uśmiechnął się sztucznie. – Przez najbliższe dwa tygodnie pozostaniesz  tutaj, w tym zamku. Nadal będziesz się uczyć, tak jak w szkole. No... codzienne duperele.
– Podczas kiedy my będziemy bronić Namalam, ty zostaniesz tutaj, w tym zamku. Zrozumiałaś? -  Robert najwyraźniej chciał się upewnić, że przyjęłam do wiadomości.
– Tak... – odmruknęłam.
Zapadła cisza. Wpatrywałam się w Maxa i Roberta; czułam, że coś przede mną ukrywają.
Nagle otworzyły się główne drzwi, a przez nie przeszedł Harnoldus, najwyraźniej wracając do komnaty.
– Powiedziałeś jej? – rzekł staruszek, wpatrując się w chłopaka.
Odwróciłam się i spojrzałam na przyjaciela.
– Co miałeś mi powiedzieć?
Max popatrzył na Frenleya, a potem na mnie.
– Samanta, twoi rodzice żyją – oznajmił wreszcie.
Nic więcej nie powiedziałam, tylko przytuliłam go.
Odnalazł ich.


1 – Witam! Witam moją przybyszkę!
2-  Główny  Pokój



Bardzo dziękuje Katji za poprawienie tekstu. Więcej informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeżeli chcesz zreklamować swojego bloga, zapraszam do zakładki SPAM, wszelkie komentarze takiego typu pod postami USUWAM.