Przyjaciel
odwrócił się do mnie plecami, uwalniając się z uścisku.
– Czy coś
się stało? – zapytałam zdezorientowana.
– Oczywiście,
że się stało. A jak myślisz, po co teraz tutaj jesteś i ze mną
rozmawiasz?
Nie
odpowiedziałam. Słyszałam w jego głosie nutkę smutku
pomieszanego z wściekłością. Ale na kogo był zły?
–
Posłuchaj... – zaczął, odwracając się w moim kierunku. –
Sprawa jest dosyć poważna, więc proszę, nie przeszkadzaj mi,
kiedy będę mówić.
Kiwnęłam
głową.
– Twoi
rodzice żyją, owszem. Ale dowiedzieliśmy się czegoś o ich
przeszłości.
Chciałam
zasypać go gradem pytań, jednak się powstrzymałam.
– Powiem
ci to wprost, bo nie chcę cię oszukiwać. – Spojrzał mi w oczy.
– Twoi rodzie byli – i dalej są – zwierzchnikami Anilam
Namalam.
– To
znaczy?
– Urodziłaś
się w Anilam Namalam,
należysz do odrębnego świata. To tak, jakbyś była naszym
wrogiem.
– Max,
nie strasz aż tak bardzo naszego gościa – powiedział Haroldus.
Jego szata ciągnęła się za nim, ciągnąc w rytmie kroków.
– Powinna
się dowiedzieć, Frenley – odezwał się niespodziewanie Robert.
– Jak
najbardziej, ale nie w taki sposób, jak pokazał jej to Max –
powiedział. – Samanta jest teraz naszym kluczowym elementem,
Anilam Namalam
w końcu będą chcieli ją nam wykraść, co za pewne będzie
oznaczało, że zaatakują pałac.
– Jaki
z tego pożytek, że ją tutaj przetrzymamy? – zapytał oburzony
Max.
– Z
tego, że możemy przewidzieć ich ruchy. – Uśmiechnął się
Frenley pod nosem. – Na początek na pewno wyślą do nas
czarownice, które zaatakują z lotu ptaka. Pamiętasz atak sprzed
lat? Raczej nie zmieną taktyki.
– Tak!
– W oczach przyjaciela mogłam dostrzec iskierki podekscytowania.
– Potem
naślą na nas Anioły, a na koniec, samych wyszkolonych magików.
– Brawo,
chłopcze! Jestem z ciebie dumny! – Uśmiechnął się promiennie
staruszek, klepiąc przy tym przyjacielsko Maxa w plecy. – Ale nie
mamy czasu na takie rozmowy. Pierwszy atak przewidziany jest za
niedługo.
– Trzeba
tak długo czekać? – zapytałam,
przyglądając się twarzom towarzyszy.
–
Oczywiście, dla nas tym lepiej, że będziemy mogli się przygotować
– odparł Robert.
Spojrzałam
na Roberta. Wydawał się być tak niewzruszony całą sytuacją.
Ciągle wpatrywał się albo w drzwi
– jakby czekając na kogoś – albo w podłogę. Raz na jakiś
czas potakiwał głową i powiedział coś w całej rozmowie, ale na
tym koniec.
– Dobrze.
– Haroldus uśmiechnął się i spojrzał na Maxa. – Może
oprowadzisz Samantę po pałacu?
Przyjaciel
spojrzał na mnie z wahaniem, i ruszył w kierunku wyjścia,
wskazując palcem, żebym za nim poszła.
Milczeliśmy
przez jakiś czas.
Ominęliśmy
dużą salę, która miała kształt prostokąta, a okna były w
stylu gotyckim, których widok wychodził na przód pałacu.
Cała ściana była udekorowana i
pozłacana, na suficie zaś wisiał ogromny żyrandol w kształcie
spodka. W pomieszczeniu znajdował się jeden, wielki stół, a przy
nim krzesła, które wyglądały jak anioły.
– Nazwałeś
mnie swoim wrogiem – powiedziałam, przerywając tą niezręczną
ciszę.
Max
odwrócił się w moim kierunku, zatrzymując się przed ogromnymi
drzwiami. Oczywiście, nie wiedziałam, co się za nimi kryło –
moja znajomość tego pałacu była równa zeru.
– Wiesz,
że nie o to mi chodziło... – Zacisnął
zęby. – Rzecz ujmując, urodziłaś
się po tamtej stronie, ale nie jesteś jakimkolwiek zagrożeniem.
Nie umiesz niczego, co mogło by nam zaszkodzić.
– Mówisz
to, jakbym była jakimś potworem.
Przyjaciel
popatrzył na mnie, nie komentując tego, co przed chwilą
powiedziałam.
– Możemy
o tym nie rozmawiać? – zapytał. – Nie mam ochoty o tym mówić.
– Dobrze –
powiedziałam. – A powiesz mi.. co łączy cię z Frenleyem?
Towarzysz
spojrzał na mnie dziwnym wyrazem twarzy.
– To
mój dziadek – powiedział po chwilowym zastanowieniu. – Ale nie
musisz wszystkim tego mówić. W końcu przyjdzie czas, że ktoś
zechce zasiąść stanowiska Haroldusa, i gdyby wiedzieli, że to ja,
chcieliby mnie zabić. Ale jak na razie, Frenley nie abdykuje, mam
taką nadzieję.
–
Obiecuję, że nikomu nie powiem.
Kilka
minut później znalazłam się w pomieszczeniu, które miało być moim pokojem, a wnętrze okazało się
być bardzo dopasowane do gustu. Ogromna komoda, a obok nocny stolik,
mała toaletka, białe, wielkie łóżko z baldachimem – a na nim
stos poduszek. Ściany wytapetowane były w różne dziwne wzroki. I
jedno, gigantyczne okno, które wychodziło na tyły pałacu. Za
zamkiem znajdował się rozległy ogród, a w nim wszystkie możliwe
gatunki kwiatów. Poprzez begonie aż do lilii. Rośliny przybierały
różne kolory i kształty, nie które były duże i sięgały do
drugiego piętra pałacu, a jeszcze inne małe, które ledwo było
widać.
Z
transu wybudziła mnie Clara, wchodząc do pomieszczenia. Ubrana
była w białą, luźną sukienke, a włosy zręcznie upięła w
koka. Max zdążył wyjść, zanim się spostrzegłam.
– I jak?
Podoba ci się tutaj? – Clara usiadła na łóżku.
– Tak,
bardzo – powiedziałam.
– Nie
przejmuj się Maxem ani całą tą wojną. Twoje zadanie to bycie
wyłącznie tutaj. – Dziewczyna rozejrzała się po pokoju,
wymachując nogami.
– Powiesz
mi... – zawahałam się – kim ja w ogóle jestem?
Clara
popatrzyła się na mnie dziwnie. Miała
długie, rude włosy, które zawsze spinała w warkocza lub koka, i
szmaragdowe oczy. Ale to nie wygląd był tu najważniejszy. W szkole
broniła słabszych i pomagała innym, łatwo można zauważyć, że
nie myślała tylko o sobie.
– No
cóż... – zawahała się. Założyła ręce na piersi i
westchnęła. – Owszem, jesteś córką łączników, ale to nie
czyni cię złą. To nie twoja wina, że akurat należysz do takiego
kraju. Jestem pewna, że nawet nie będziesz chciała spotkać się
ze swoimi biologicznymi rodzicami, skoro już wiesz, że żyją w
Anilam Namalam.
I
tutaj się myliła. Nadal chcę ich poznać, nie zważając uwagi na
to, że są po tej złej stronie, w Anilam
Namalam. Frenley na pewno mnie
zrozumie, ale inni? Clara, Max, Robert – czy mi wybaczą tak samolubne zachcianki?
Clara znowu
westchnęła.
– Wiem,
że chcesz się z nimi spotkać, ale nie teraz, rozumiesz? –
powiedziała. – Haroldus będzie próbował wyszkolić cię na
wojowniczkę Namalam.
– Przecież
Max się z tym nie zgodzi,,
nie pozwoli
– Wstałam chodząc w tę i we w
tę, wyłamując przy tym palce. – Wiesz, jaki on jest.
– Max
nie wiele ma
w tej kwestii do powiedzenia. Może
i jest
twoim opiekunem tutaj, ale jego
zdanie nie będzie aż
tak znaczące. Znajduje się
tutaj rada, i oni o wszystkim
decydują.
– Czy
Haroldus także do niej należy? – zapytałam.
– Oczywiście,
on tym wszystkim zarządza. – Uśmiechnęła się. – Jest
tak jakby głową Namalam,
coś jakby królem. Tylko tutaj obowiązują inne przepisy i porządki
niż w normalnym świecie.
– Co
będę tutaj robić? Wy będziecie coś załatwiać, a nie chcę za
wami chodzić jak bezpański pies.
Clara
klasnęła w ręce i w tym samym momencie do pokoju weszła młoda
kobieta, która wyglądała na młodszą ode mnie.
– To
jest Lana, krawcowa. Ma sześćdziesiąt cztery lata, może wcale na
tyle nie wygląda, ale uwierz mi na słowo. Pomoże ci się ubrać.
Nasze czasy są zbliżone do europejskiego średniowiecza.
Lana
pokiwała głową z uśmiechem i podeszła do mnie. Zaczęła mnie
mierzyć. To wszystko wydawało mi się bardzo zabawne, bo przecież
mamy dwudziesty pierwszy wiek, a każą nam się ubierać jak
dworskie panienki.
– A
co do twojego wcześniejszego pytania – kontynuowała dalej
rudowłosa – to
będziesz mieć prywatnego
nauczyciela, który będzie uczył cię całkiem nowych rzeczy, więc
nie wiem, czy dasz radę.
Później, od dwunastej trzydzieści,
będziesz uczyć się
walki razem z Maxem, o szesnastej
zaś masz zajęcia ze mną – od pokazania ci twoich możliwości
do samego wypowiedzenia zaklęć.
– Ile
to będzie trwało? – zapytałam, ignorując mocny uścisk w
brzuchu spowodowany przez miarkę.
– Nie
więcej, jak pięć miesięcy. Samo wyszkolenie nic nie da, będziesz
musiała popracować nad techniką i trochę popraktykować –
odpowiedziała.
Westchnęłam.
Jeżeli to ma doprowadzić mnie do spotkania z rodzicami i do
uratowania Namalam
przed zagładą, to zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nauczyć
się jak najwięcej.
*~*~*
Tekst poprawiony przez Katja